Moja opinia o książce
Książka ma około 280 stron i 6 rozdziałów. Mój największy zarzut do tej książki wynika z tego, jak opisuje sam siebie autor. Na tylnej okładce czytam:
Marcus Buckingham - badacz, autor bestsellerów, mówca i pionier podejścia opartego na mocnych stronach. Przez ponad 20 lat związany z Instytutem Gallupa.
Słowo: „badacz”, jest tym co mnie zatrzymuje i negatywnie uruchamia. W tej książce jest jeden, jedyny przypis odnoszący się do innej książki Marcusa Buckinghama, wydanej wcześniej. Brak bibliografii. Zero źródeł. Nie mam żadnych podstaw, żeby uznać go za badacza. Bardziej odbieram te treści jako coś, co napisał ktoś kto dzieli się własnym doświadczeniem.
W dzisiejszych czasach, czyli w 2026 roku, ta książka na pewno nie jest już aż tak rewolucyjna, jak była w 2008, kiedy po raz pierwszy ją wydano.
Dlaczego nie robi takiego wrażenia? Bo przez te 20 lat dotarło do nas, że warto pracować nad swoimi silnymi stronami. Wciąż jednak brakuje tego, czego nadal nie zrobiliśmy i czego też nie robi Markus w swojej książce: jednoznacznej definicji, czym właściwie są silne strony. Okej, są tu różne pojęcia i podejścia, ale czasami Markus pisze o silnych stronach, czasami o mocnych stronach, a czasami o talentach.
Dużo dystansu mam do tej pozycji wydanej przez MT Biznes. Siedzę w tych “tematach” od ponad 15 lat, mam za sobą wiele różnorakich doświadczeń i innych lektur. Ta akurat plasuje się jak coś bardzo podstawowego. Nie zarekomenduję jej ludziom, którzy również od dawna zgłębiają temat pracy nad własnym potencjałem. Z kolei ktoś, kto dopiero zaczyna pracować nad swoimi silnymi/mocnymi stronami jest moim zdaniem dużo lepszym odbiorcą tej lektury.
Poniżej przygotowałem kilkanaście wniosków i przemyśleń o tym, jak pracować nad swoimi mocnymi stronami, właśnie na podstawie książki Buckinghama.
Wprowadzenie do tematu silnych stron
David Cooperrider powiedział, żeby:
budować organizacje wokół tego, co działa, a nie reperować tego, co się nie sprawdza.
To jedno zdanie, to kwintesencja całej książki - i zgadzam się z tym.
Podobno w Toyocie wszyscy nowi kierownicy obowiązkowo biorą udział w trzydniowym programie szkoleniowym o nazwie Great Manager, gdzie mają nauczyć się zwracać większą uwagę i w ogóle dostrzegać silne strony swoich pracowników po to, żeby osiągać jeszcze większą synergię i żeby móc właśnie budować na tym, co działa, a nie cały czas skupiać się na reperowaniu tego, co nie działa.
Być może zgodzisz się ze mną, że więcej wniosków i więcej analiz warto poświęcić na sukcesy niż na porażki, bo to w sukcesach jest najwięcej wiedzy, którą później możemy spożytkować. Porażka nas uczy tego, czego unikać, a nie do czego dążyć i na czym się skupiać.
Buckingham zachęca do tego, żeby zacząć badać zespoły odnoszące sukcesy, a przekonamy się, że toczą się w nich równie intensywne dyskusje o tym, co jest kluczem do sukcesu. Jakby się nad tym zastanowić, to szukamy klucza do sukcesu, a nie klucza do porażki. Z analizy błędów możemy dowiedzieć się tylko tego, czym się te błędy charakteryzują i co doprowadziło do tego błędu.
Co jest sensowne, to Buckingham przekonuje do tego, że należy działać. Gdy analizujemy sukcesy, to jak najszybciej chcemy je powtórzyć, jak najszybciej chcemy wdrożyć jakieś nauki, które z nich płyną. Więc działanie jest kluczowe. Autor odnosi się też do tego wyświechtanego sformułowania, że ludzie są naszym najcenniejszym zasobem, trochę je przeformułowując na silne strony naszych pracowników są naszym największym zasobem. Widmo porażki powstrzymuje nas przed działaniem. Zrobimy bardzo wiele, żeby ponownie się nie sparzyć.
To, co jest super istotne i na co wskazuje autor, to że nadal nie wiemy, jak wykorzystać nasze silne strony. Nadal nie wiemy, co tak naprawdę jest naszą silną stroną i co ona może zrobić dla nas, dla zespołu i dla firmy dobrego. A ja jeszcze dostrzegam inną rzecz. Nie zdajemy sobie sprawy z naszych słabości i nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak potrafią być destrukcyjne.
To też jest warte zauważenia, zbadania, zidentyfikowania i zaopiekowania. Nasze słabości. Według Buckingama podobno 20% osób twierdzi, iż wie jak na co dzień wykorzystać w pracy swoje silne strony. Ale nie wiemy, skąd on wziął ten wniosek, ani tę informację. Buckingam daje bardzo sensowną wskazówkę, jak pracować ze swoimi silnymi stronami, bo tu nie ma wielkiej filozofii. Problem polega na tym, że nauczyliśmy się szukać spektakularnych powodów i wniosków, a pomijamy najprostsze rozwiązania. Uznajemy by default, że są one mniej wartościowe.
Po pierwsze, musimy przeanalizować wykonywane przez nas działania i zastanowić się, które z nich nas satysfakcjonują i sprawiają, że chcemy ich robić więcej. Jesteśmy w nich wyjątkowo skuteczni, a które sprawiają, że czujemy się tym przybici i przytłoczeni. Po drugie, Buckingam przekonuje nas, że musimy przejąć kontrolę nad swoim czasem i pracą, choć inni będą oczywiście pchali nas w różnych kierunkach, czytaj w innych kierunkach.
To jest amerykańska książka i ona dużo oddaje sprawstwa o sobie. Ale zgadzam się z tym, że drugim krokiem jest zobaczenie, jak pracuję, jakie używam narzędzia, w jaki sposób, jaka jest natura moich zadań. I w jakichś aspektach naturę każdego zadania można zmienić, mniej lub bardziej. A to, gdzie polegamy, w sensie, gdzie ponosimy porażkę, to, że nic z tym w ogóle nie robimy.
Po trzecie, musimy się nauczyć, w jaki sposób przekonująco informować innych o naszym celu, tak aby współpracownicy zechcieli nam w tym pomóc, albo wręcz pozwolili nam używać naszych silnych stron. I po czwarte, gdy mamy do czynienia z nowym szefem, nową pracą lub po prostu nową dyrektywą korporacyjną, musimy być na tyle zdecydowani, aby inspirujące nas działania stanowiły większość.
Co nas powstrzymuje przed używaniem silnych stron?
Największym blokerem są nasze własne hamujące przekonania. Chodzi o to, że nie wierzymy w siebie, nie potrafimy myśleć o sobie dobrze, przez co nawet nie podejmujemy próby, żeby zająć się czymś nowym albo podjąć jakieś, na pierwszy rzut oka przerastające nas, wyzwanie.
W Wielkiej Brytanii i Kanadzie jedynie 38% respondentów wierzy, że sukces można osiągnąć dzięki koncentracji na zaletach, czyli swoich silnych stronach. Natomiast w Japonii i Chinach odsetek ten wynosił zaledwie 24%. Nie wiem skąd Buckingham wziął te dane, bo oczywiście brakuje jakiegokolwiek ich źródła, ale przyjmijmy, że coś w tym jest.
Nie wiem, czy nie jest to podyktowane tym, że społeczeństwa Wielkiej Brytanii i Kanady są bardziej nastawione na indywidualne podejście do życia, gdzie w Japonii i Chinach liczy się kolektyw, więc tym samym takie jednostkowe podejście cieszy się tam dużo mniejszą popularnością.
Szkoła nauczyła nas podejścia, w którym bardziej skupiamy się na poprawianiu swoich słabości niż na wykorzystywaniu swoich silnych stron. Na szczęście to się chyba zaczyna powoli zmieniać i coraz więcej jest osób, które uważają, że efektywna droga do sukcesu zawodowego i prywatnego wiedzie poprzez wykorzystanie swoich silnych stron, zauważenie swoich słabych stron, nazwanie ich i zarządzenie nimi.
Według mnie w temacie silnych stron warto mieć takie myślenie, że czas gra na naszą korzyść. Oczywiście jeśli mamy świadomość tego, że warto te silne strony zauważyć, nazwać, zidentyfikować i osadzić w naszym kontekście, bo im jesteśmy starsi, tym mamy więcej doświadczeń, więcej umiejętności, większy ich poziom i więcej wiedzy.
Jeżeli będziemy świadomie podchodzić do swoich silnych stron, to jest szansa, że będziemy w stanie je w ogóle wykorzystać. 66% ludzi wierzy w to, że najbardziej można rozwinąć się w tych aspektach, w których jesteśmy najsłabsi. Na ogólnym poziomie myślenia o silnych i słabych stronach jestem w stanie zgodzić się ze zdaniem, że większość ludzi uważa, że mogą się rozwinąć, jeśli będą skupiać się na swoich słabościach.
Ale nie wiem, skąd Marcus wziął to 66%. Podobnie z informacją, że liczne badania prowadzone w obszarze silnych stron wskazują, że ponad 70% rodziców rozmawia z dziećmi przede wszystkim o ich najgorszych ocenach. Nie wiem, skąd są te badania, nie ma żadnych źródeł, żadnych przypisów. Trudno mi to zaakceptować jako wiarygodną informację.
Być może odnosi się to do rynku amerykańskiego.
Natomiast zgadzam się z myślą, że największy rozwój jest możliwy w tych obszarach, w których jesteśmy najlepsi, jesteśmy predysponowani, mamy talent, który potrafimy przekuć w mocną stronę, czyli zainwestować swój czas i energię w praktykę oraz refleksję nad tym, jak możemy pewne rzeczy robić jeszcze lepiej.
Przeszkody pokonuje się szybciej, jeśli opiera się na silnych stronach. Nie możemy osiągnąć analogicznego rozwoju w obszarach, w których jesteśmy najsłabsi, ze względu na biologię, geny, to, jak się rozwinęliśmy, i to, jakie mamy możliwości fizyczne oraz psychiczne.
Prościej jest utworzyć nowe połączenia neuronów w tej części mózgu, w której istnieje już gęsta sieć połączeń, czyli tam, gdzie jesteśmy w czymś naprawdę skuteczni i posiadamy silną stronę. Nie mam wystarczających źródeł, żeby to mocno zweryfikować, ale brzmi to na tyle zgodnie z tym, co sam uważam, że jestem w stanie zaakceptować tego typu zdania. Chociaż mam niewiele zaufania do danych, które nie są osadzone w źródłach.
Myśl, że warto skupiać się na swoich silnych stronach, kupuję. Jestem za tym.
Naszła mnie też taka refleksja, że my sami często nie wiemy, co tak naprawdę jest naszą słabą stroną, a co jest silną stroną. Brak tej wiedzy powoduje, że inwestujemy swój czas w niewłaściwe tematy i niewłaściwe konteksty. Staramy się podchodzić do pewnych kwestii, które mogłyby być dla nas dużo prostsze albo przyjemniejsze, gdybyśmy wiedzieli, że w tym temacie możemy użyć naszej silnej strony albo że w tym temacie będziemy niestety musieli bazować na naszych słabych stronach, więc daną kwestią prędzej zarządzimy, niż osiągniemy w niej sukces.
Ja tak kiedyś miałem, gdy współpracowałem z moimi project managerami. Skupiałem się tak naprawdę na tym, na czym nie powinienem się skupiać. We współpracy z nimi chciałem, żeby rozwijali się w tych obszarach, w których ja sam jestem bardzo skuteczny. Z kolei oni mieli zupełnie inne predyspozycje i inne silne strony, ale w ogóle się nad tym wtedy nie zastanawiałem.
Brakowało mi takiej samoświadomości mnie jako człowieka i ludzi dookoła. Dopiero z czasem sobie to wypracowałem. Nie mówię, że jestem w tym wybitnie skuteczny, żeby zauważać to, w czym poszczególne osoby są silne, a co może być dla nich dużo trudniejsze. Ale samo myślenie o tym, że warto zauważać, nazywać i szukać tego typu kwestii, jest już dużą wartością.
Przekonanie, że wszyscy uwielbiają to samo co my i nienawidzą tego samego co my, a zespół powinien dystrybuować zadania według twoich upodobań, rzeczywiście byłoby egoistyczne. Ale zakładanie, że każdy ma nieco inne predyspozycje, że to, co osłabia ciebie, może wzmocnić kogoś innego, a zespół powinien wykorzystywać różnice między ludźmi, to po prostu rzeczywistość.
Wydaje się, że to jest jedyna słuszna droga.
Poznaj swoje silne strony.
Chęć pokazania się otoczeniu z jak najlepszej strony leży w naszej naturze. Coś w tym jest. Czasami udajemy kogoś innego niż jesteśmy, żeby się komuś przypodobać, spełnić czyjeś oczekiwania albo wpisać się w jakieś otoczenie. To może powodować, że będziemy bardziej skupiać się na swoich słabych stronach, bo one akurat są bardziej zauważalne i namacalne. Przestajemy dążyć do wykorzystania naszych silnych stron.
Ale tak sobie myślę, że im człowiek jest starszy i zdobywa więcej doświadczenia oraz wspomnianej wcześniej samoświadomości, tym zwiększa swój zasób możliwości wkomponowania swoich silnych stron do otoczenia, w którym żyje. Oczywiście jeśli skupia się na tym, dąży do zrozumienia, nazwania i rozwijania tego, co w człowieku silne. Ważne jest, żeby zdefiniować te składniki, które budują naszą skuteczność w jakimś kontekście.
Im będziemy sprawniejsi w wykorzystaniu naszych silnych stron, tym będzie nam łatwiej używać ich częściej i w większej liczbie sytuacji. Oczywiście ważne jest też zrozumienie, w jakich momentach warto się wspomóc kimś innym albo wydelegować dane zadanie do kogoś, kto zrealizuje je z dużo większym komfortem i efektywnością niż my.
Nawet jeżeli już dużo nauczyliśmy się o sobie i swoich silnych oraz słabych stronach.
Ostatnio rozmawiałem z jedną osobą o tym, że ja osobiście jestem niewłaściwą osobą do robienia różnego rodzaju zestawień i raportów. Nie jest to zadanie, w którym czuję, żebym grał na pianinie. Niestety mam taką sytuację zawodową, w której prowadzenie tej buchalterii na dzień dzisiejszy jest czymś, co spoczywa na mnie. I okazuje się, że otoczenie postrzega mnie w tym jako osobę skuteczną.
Chociaż ja uważam inaczej. Rozumiem jednak, z czego to wynika, bo gdy zostało mi przekazane owe zadanie, dostosowałem je do tego, w jaki sposób ja lubię robić pewne rzeczy. Sam proces przygotowywania tych raportów stał się moim wielkim laboratorium, w którym mogłem wdrożyć ulubione dla mnie sposoby i preferowane przeze mnie podejście. Miałem wpływ na to, jak będziemy realizować ten proces. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, ale masa ludzi nigdy nawet nie podejmuje próby, żeby coś z tym zrobić.
Bo jak mamy coś, czego nie lubimy, bo jesteśmy w tym słabi, mówiąc wprost, to kwitujemy to stwierdzeniem: to nie jest dla mnie, męczę się z tym, ale muszę to robić, bo ktoś mi kazał. Ale czy kiedykolwiek podjęliście próbę rozmowy z kimkolwiek o tym, jak tę niewdzięczną dla was czynność możecie robić chociaż trochę inaczej?
Ja was do tego zachęcam, bo sam od tego wychodzę. W moim życiu zawodowym robię masę rzeczy, które są dla mnie niewygodne, ale robię je, bo mam w sobie duże poczucie odpowiedzialności. Wiem też, że to ma cenę. I żeby ten koszt dla mnie obniżyć, staram się w jakichś aspektach dostosować te niewdzięczne dla mnie zadania do tego, jak ja lubię wykonywać pracę.
Silne strony to dla mnie te czynności, które sprawiają, że czuję się skuteczny i sprawczy. Moje odczucia podczas wykonywania danej czynności wiążą się z moimi umiejętnościami jej wykonywania. Jeżeli nie mamy przekonania, że do czegoś jesteśmy predysponowani i w czymś potrafimy się odnaleźć, to prawdopodobnie będziemy tę czynność wykonywać dużo gorzej.
Oczywiście jeśli wiemy, które czynności nas naprawdę pociągają, które są tym wspomnianym graniem na pianinie. Dlatego warto wesprzeć się różnego rodzaju narzędziami diagnostycznymi. Ja osobiście polecam FRIS® i RMP, ale na rynku znajdziecie dużo więcej innych rozwiązań. I niezależnie prawdopodobnie od wyboru, z każdego tego typu narzędzia można zaczerpnąć dla siebie wartościowe informacje.
Zarządź swoimi słabymi stronami
Nie jestem fanem sformułowania: walcz ze swoimi słabymi stronami. Stanowią one naszą integralną część. Nie możemy ich zwalczyć, czy pozbyć się. Możemy nauczyć się je rozumieć, możemy wiedzieć, kiedy będą nam szczególnie przeszkadzać, i zarządzać nimi skuteczniej.
Nasza największa przewaga może być naszą największą słabością. I coś w tym jest. Jeżeli chcesz poznać swoje silne strony, zbierz feedback. Prawdopodobnie te same silne strony będą ci też przeszkadzać.
Niestety to jest zazwyczaj jedna moneta, tylko obserwowana z dwóch różnych punktów widzenia. Ktoś może być świetnie komunikatywny, wspaniale prowadzić rozmowę z drugim człowiekiem, a może się okazać, że czasami przeradza się to w gadulstwo. I wiadomo, że w zależności od tego, jak mocno siedzimy w tych tematach, możemy identyfikować nasze niedojrzałe silne strony, długie ogony. Nazwij to, jak chcesz.
Często mówi się, żeby poszukać najwyraźniejszych oznak słabych stron, które są przeciwieństwem oznak silnych stron. Ja się z tym nie zgadzam, bo według mnie nasze silne strony to też nasze słabe strony, jeżeli nie mamy świadomości tego, co jest naszą siłą.
Człowiek asertywny będzie postrzegany jako zamknięty, niedostępny, dopóki nie nauczy się rozumieć własnej asertywności i tego, kiedy ona pomaga, a kiedy przeszkadza. Więc nie jest to w żaden sposób przeciwieństwo silnej strony. To jest po prostu silna strona, która jest słabą stroną.
Doceniam natomiast samo podkreślenie, że warto poświęcić nieco czasu na poszukiwanie oznak słabych stron. I tak samo rekomenduję, żeby poszukać swoich silnych stron, zapytać ludzi z naszego otoczenia, zebrać wspomniany feedback, może retrospektywnie spojrzeć na jakieś swoje dokonania i zastanowić się, jakie nasze postawy, zachowania i kompetencje nam pomagały, a które przeszkadzały.
Jak wspierać silne strony w zespole
Chyba jedną z najważniejszych lekcji, jakie sam wyciągnąłem, pracując nad rozumieniem moich silnych stron, jest to, że to są moje silne strony. Czyli to, co dla mnie jest łatwe, proste i przyjemne, i co lubię robić, wcale nie musi oznaczać, że dla innych będzie takie samo. To jest bardzo kluczowe w sytuacji, w której zaczynamy się zastanawiać, jak wykorzystać potencjał zespołu.
Bo jeżeli przyjmiemy taki paradygmat, że to, co jest dla mnie proste, powinno być tak samo proste dla drugiego człowieka, to na tej drodze czyha na nas bardzo duże niebezpieczeństwo, gdyż nomen omen różnimy się od siebie i to, co dla mnie jest proste, dla drugiego człowieka wcale takim nie musi być.
Jeżeli nie będziemy mieć tego typu świadomości, to będziemy mieć błędne albo źle ulokowane oczekiwania względem drugiego człowieka, co będzie prowadzić do różnego rodzaju konfliktów, trudnych rozmów, przepalania energii na to, żeby spełnić właśnie te oczekiwania. Sam kiedyś popełniałem ten błąd menedżersko, oczekując od moich ludzi tego, żeby byli dobrzy w tym, w czym ja jestem dobry, pomijając wymagania ich roli i ich osobiste predyspozycje.
Dopiero gdy zrozumiałem, że na tych różnicach możemy budować prawdziwy potencjał i że to, co dla mnie jest łatwe, przyjemne i proste, takie jest dla mnie, ale dla nich wcale takim nie musi być, mogłem zmienić swoje myślenie. Bez tej zmiany prowadziłoby to do trudnych sytuacji i wspomnianych konfliktów.
Świadomy zespół, który jest na tyle dojrzały, żeby w odpowiedzialny sposób podejść do swoich silnych stron, będzie wykonywał zadania w taki sposób, żeby sam proces wykonania zadania był w jakimś stopniu dostosowany do silnych stron i predyspozycji człowieka, który to zadanie wykonuje. Oczywiście są firmowe standardy, procedury i regulaminy. One tak naprawdę określają cel, do którego mamy dotrzeć.
Są swego rodzaju ramą. Ale w zespole, który chce pracować na silnych stronach, wykorzystując je w swoich codziennych obowiązkach, warto dać ludziom przestrzeń do tego, żeby pewne rzeczy robili na swoich zasadach. Oczywiście zachowując wspomniane standardy, etyczne podejście do pracy i rozumienie celu biznesowego, który ma zostać na końcu osiągnięty.
Dzięki takiemu rozumieniu tego zagadnienia ludzie będą mieć możliwość pracy w środowisku, które będzie ich bardziej wspierać niż ograniczać.
Jeżeli nie masz żadnych narzędzi zewnętrznych ani żadnych badań psychometrycznych wdrożonych do swojego zespołu i trudno jest ci określić, w czym są dobrzy twoi ludzie albo ty, najprostszym sposobem i często najefektywniejszym jest zebranie feedbacku na swój temat.
Oczywiście to też wymaga pewnej pracy i umiejętnego podejścia, ale jeżeli jesteście w stanie wysłać do siebie w ramach zespołu ankiety, w których zapytacie siebie nawzajem: za co doceniasz współpracę ze mną, kiedy jest ci trudniej we współpracy ze mną, które moje komunikaty, zachowania i postawy przybliżają mnie do ciebie, a które oddalają, i jeżeli wczytacie się w te odpowiedzi, znajdziecie w nich różnego rodzaju wskazówki.
Wręcz wskazania mówiące o tym, co jest waszą silną stroną, bo ludzie będą pisać w charakterystyczny sposób o tym, co rzeczywiście w was doceniają. To będą konkretne przykłady typu: bierzesz sprawy w swoje ręce; zanim coś zrobisz, chcesz to przemyśleć i dogłębnie zrozumieć; jeżeli jest jakiś problem, to zawsze można liczyć na to, że będziesz podchodzić do tego w optymistyczny sposób.
Różne tego typu komunikaty są wskazówkami, które mówią o tym, co może być naszą silną stroną. A w zasadzie bywają często wskazaniem tej silnej, ale też słabej strony, nad którą warto popracować, którą warto zarządzać, żeby ograniczać jej negatywny skutek na ciebie czy na zespół.
Dobrze działają cztery pytania, które zatrzymały mnie na dłuższą chwilę i które mogą być bardzo pomocne w sytuacji, w której praca nad potencjałem swoim, a przede wszystkim swoich ludzi, jest czymś, co dopiero odkrywacie i co dopiero zaczynacie.
Pierwsze: w jakich aspektach pracy mogę liczyć na to, że zobaczę cię z twojej najlepszej strony?
Drugie: gdzie i kiedy mogę na tobie najbardziej polegać?
Trzecie: kiedy powinienem traktować cię nieco łagodniej?
Czwarte: przed jakimi sytuacjami powinienem cię chronić?
Te pytania brzmią jak brzmią. Do dwóch pierwszych nie mam większych uwag, są całkiem niezłe. Trzecie jest najbardziej zastanawiające, bo pytanie „kiedy powinienem traktować cię nieco łagodniej?” przeformułowałbym na: w jakich sytuacjach będziesz wymagać ode mnie najwięcej wsparcia albo wyrozumiałości, bo to nie jest twój ulubiony obszar, ale musisz go robić, bo firma ci za to płaci?
Czwarte pytanie, czyli „przed jakimi sytuacjami powinienem cię chronić?”, też przeformułowałbym raczej na pytanie o wsparcie. Chyba że intencją tego pytania było: co mam z ciebie zdjąć? Do jakich obszarów nie chcesz wchodzić, drogi pracowniku?
Nie mówię, że to są idealne pytania. Mówię, że warto się nad nimi zatrzymać, bo mogą stanowić dobrą kanwę do tego, żeby wypracować swoje własne pytania do pracy ze swoimi ludźmi.
Niemniej zachęcam, niezależnie od tego, czy sięgniecie po zewnętrzne materiały, czy w pojedynkę będziecie pracować nad silnymi stronami swoich ludzi, żeby mieć jakiś framework pytań, który można w zasadzie sprowadzić do dwóch.
- W których obszarach czujesz, że to jest twój ulubiony obszar i możesz w nim osiągnąć najwięcej, a jednocześnie będzie to z największą korzyścią dla firmy?
- W których obszarach potrzebujesz wsparcia albo wydelegowania ich na zewnątrz, bo to są tematy, w których po prostu się spalasz i tracisz tak dużo energii, że może nam się to nie opłacać?
Wykorzystanie pytań w pracy z zespołem nad potencjałem poszczególnych osób i całej ekipy jest jednym z podstawowych narzędzi, które mogą być pomocne w tym działaniu. Samo działanie nad silnymi stronami zespołu wymaga dobrego zrozumienia specyfiki rzeczywistości biznesowej, w której tenże egzystuje. Nic nie może funkcjonować w próżni.
Podsumowanie
Wykorzystaj swoje silne strony. 6 kroków od talentu do sukcesu - zakupisz na stronie wydawcy.

Samą książkę Marcusa Buckinghama oceniam jako potencjalny punkt startu dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją pracę nad silnymi stronami. Pierwsze wydanie miało miejsce w 2008 roku i da się to odczuć w trakcie lektury. Sam autor przekonuje nas do tego, że dostarcza zupełnie nową wartość w życiu czytelników. Czy tak rzeczywiście jest? Nie dla mnie. Gdy czytam to w 2026 roku mam takie poczucie, że te treści nie wnoszą za wiele nowej perspektywy do tematu zrozumienia i pracy nad swoimi silnymi stronami. Autor dostarcza wiele struktur jak pracować nad silnymi stronami. Są to pytania, ćwiczenia do pracy samodzielnej. Moim największym zarzutem do tej książki jest totalny brak przypisów/źródeł, gdy w treści są odwołania do jakichś danych statystycznych.